Forum modelarzy kolejowych w wielkości N Strona Główna Forum modelarzy kolejowych w wielkości N


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
Mój urlop ;-)
Autor Wiadomość
Misiek


Dołączył: 24 Mar 2006
Skąd: ze wsi
  Wysłany: 2010-08-20, 23:13   Mój urlop ;-)

Znikam na 10 dni do Czarnogóry, Bośni, Chorwacji, być może i Albanii.

Przez ten czasokres jestem na 99,99% nieosiągalny (wątpię, żebym znalazł tam takie dobrodziejstwo jak WIFI a za GPRS płacić mi się nie chce)
 
     
Misiek


Dołączył: 24 Mar 2006
Skąd: ze wsi
Wysłany: 2010-08-30, 07:50   

wracam :-(
jestem w cieszynie
 
     
twardy


Wiek: 51
Dołączył: 23 Sie 2006
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-08-31, 01:11   

Misiek napisał/a:
wracam :-(
oj aż tak źle ?
_________________
http://norma.fremo.pl
 
     
Misiek


Dołączył: 24 Mar 2006
Skąd: ze wsi
Wysłany: 2010-08-31, 12:29   

źle, że wracam
tzn, źle, że wróciłem.
tam jest kilka miejsc, że Bieszczady to jak Marszałkowska
Można siedzieć i patrzeć jak szynka dojrzewwa.
szynka taka, że szkopy chcieli zakazać jej wytwarzania a z Parmy przyjechali, żeby kupować i sprzedawać jako własną

IMG_17467.JPG
Plik ściągnięto 151 raz(y) 233,47 KB

 
     
siennawaw

Wiek: 48
Dołączył: 12 Maj 2010
Skąd: WA
Wysłany: 2010-09-01, 08:16   

głowa do góry! My czekamy na Ciebie, tzn na jakąs śliwowice czy inny trunek! zebys az tak sie nie cieszyl ze nas zobaczysz!
 
     
Misiek


Dołączył: 24 Mar 2006
Skąd: ze wsi
Wysłany: 2010-09-01, 11:12   

Niestety, posucha
Chciałem przywieźć jakąś flaszeczkę, ale z założeniem, że ma być dobrze zabezpieczona do transportu.
Większość jakie widziałem było zamykane plastikową zakrętką.
Jedyne dwie szanse nabycia dobrze zabezpieczonej berbeluchy były na początku wycieczki - ale wtedy myślałem, że "przecież jeszcze będzie okazja" - w ten sam sposób nie kupiłem kilku innych dupereli, na które się przymierzałem.
serbska śliwowica czy monastyrka to straszna berbelucha, zresztą wytwarzana komercyjnie, więc to nie to samo co sprzedają z ulicznych straganików.

Ale mam chytry plan - potrzebny samochód i kierowca/kierowcy - pakujemy do bagażnika dwie puste kratki na butelki i jadąc po kilku miejscach (zapisanych w GPS) kupujemy co się da ;-)

Tylko nie wiem jak z granicami - na granicy chorwacko-czarnogórskiej jakiemuś osobowemu wypróżnili bagażniki z papierosów; na granicy serbsko-węgierskiej czyścili autobus przed nami i slyszałem dźwięk tłuczonych butelek :-(

IMG_17255.JPG
To stąd http://www.pbase.com/misiek_m/medjugorje09 , pewnie święcona ;-)
Plik ściągnięto 154 raz(y) 512,99 KB

 
     
Salamanca


Wiek: 41
Dołączył: 18 Paź 2008
Skąd: Czyste
Wysłany: 2010-09-01, 11:45   

Te flaszki to wyglądają jakby były z benzyną lakową albo nitro a nie napojem spożywczym. :mrgreen:
 
     
Misiek


Dołączył: 24 Mar 2006
Skąd: ze wsi
Wysłany: 2010-09-04, 10:39   

Podczas podróży prowadziłem sobie dzienniczek frustracji - poniżej jego zawartość ;-)

dzień pierwszy
Podróż z Dw.Zachodniego do Pszczyny, skąd rozparcelowanie po autobusach właściwych, łącznie z 500 ludzi jednorazowo trzeba było poupychać i wydelegować w różne strony południowej Europy. Na niektóre wycieczki jechały nawet dwa autobusy.
Na trasie Warszawa-Pszczyna podróż ciasnym i rozklekotanym autobusem, dalej pojechał na objazdówkę Włoch, współczuję im troszeczkę. Na szczeście w Pszczynie podmianka na wygodniejszego Mercedesa ;-) Miejsce się trafiło „prawie dobre” czyli po stronie, gdzie przewidziałem więcej widoków, niestety szyba nie była na całą miejscówkę.
Podróż nocna - mało ciekawa, ta sama kiczowata strefa bezcłowa w Znojmie, te sam Wiedeń którego i tak po nocy nie widać. Żeby było śmieszniej przejeżdżałem 3km od miejsca wysyłki lokomotywki Trixa, która przyjechała pocztą dzień po moim powrocie ;-)
Był też akcent kolejowy - na jakimś przejeździe śmignął pushpull w prawidłowej konfiguracji. Z 5 wagonów plus Taurus na popychu ;-)

dzień drugi
Granice ze Słowenią i Chorwacją przekraczane po ciemku i praktycznie bez zatrzymania. postój na siku w Chorwacji-Sławonii pokazuje cywilizację - jest kolej, potem wjazd do Bośni, do jej serbskiej części, widać ślady czystek etnicznych, ponure wrażenie.
Na szczęście następna pobudka w dolinie rzeki Bośny. Super! Jak dolina Popradu, czyli są góry, ale wyższe, jest rzeka i linia kolejowa. Nawet czynna o czym świadczył pociąg osobowy, dwuwagonowy.
Następna pobudka w Zenicy - duża huta, stacja towarowa i na bocznicy amerykaniec typu 661 i jakiś mały dizelek manewrowy (chyba typu 732) z dwiema węglarkami.



Następny postój na siusiu przy okazji stacji towarowej pod Sarajewem (to się chyba Rajlovač nazywało). Trochę wraków m.in przynajmniej jeden typu 661, najwięcej maluchów typu 733

gdzieś tam wypatrzyłem typ 642

stało też kilka ex-DB 212. Szkoda, że za daleko. Coś tam cyknąłem.

Sarajewo - małe miasto z małym klimatem - w czasie wolnym nudaaa. Ale to może z powodu niewyspania po podróży - zwiedzanie „z marszu”. Słynny Most Łaciński, gdzie utłukli arycksięcia Ferdynannda - taki sam jak pozostałych kilka mostków w Sarajewie. Poprawka na Aleję Snajperów - to taka długa prosta jak Puławska, faktycznie, snajperzy mogli tu poszaleć. O ile byli zakwaterowani w okolicznych budynkach a nie na okolicznych wzgórzach, jak się powszechnie uważa - musieliby mieć SWD, albo DSzK ;-)
Hotel parę kilometrów od Sarajewa i zdziwko - jest wifi; drugie zdziwko - płacić trzeba, trudno, obejdę się.
Inne okoliczności są fajne - przed hotelem linia kolejowa. Niestety nieczynna, albo bardzo rzadko używana. Za hotelem, zaraz za płotem, jeden z cmentarzy pozostały po oblężeniu Sarajewa. Na górce kawałek dalej - meczet, właśnie muezzin wzywa na wieczorna modlitwę.
Jest 21,51 idę spać. „Troi” w wersji z dabingiem chorwackim nie obejrzę, była w piątek na TVN. Zresztą po dwóch litrach piwa Sarajevskiego (dobreee) i nocy przespanej w autobusie, mam dość wrażeń.

dzień trzeci
Śniadanie w Sarajewie, przekąska w Mostarze.
Widoki po drodze o wiele lepsze niż wczoraj. Linia kolejowa co chwile pojawia się obok drogi, zazwyczaj w postaci wiaduktu, tunelu lub jakieś 100m wyżej. Krotki postój w miejscu słynnej podobno bitwy nad Neretwą, przynajmniej jakaś wąska ciufa stoi jako pomnik. No i jakaś drezyna przemknęła po współczesnym szlaku. W lokalnym muzeum nasza przewodniczka z radością tłumaczy bośniacką przewodniczkę muzealną: druh Tito -> Towarzysz Tito
Dalej jeszcze lepiej, rzeka Neretwą rozlana szeroko, widoki wspaniałe.
Mostar - miasto małe, ale część zasadnicza, turystyczna o wiele fajniejsza niż Sarajewo.
No i ten most... byliśmy wcześnie, słońce w plecy, zdjęcie udane, w odróżnieniu od zeszłorocznych.
Krotka konsumpcja, małe zakupy pamiątek (same praktyczne) i można jechać dalej.
Wizytę w Medjugorie przemilczę - ceny dwa razy wyższe niż normalnie, pewnie to promocja dla pielgrzymów - dwie butelki wody mineralnej to 2,5ojro. W porównaniu - dwa litry sarajewskiego w normalnym sklepie, czy to w muzułmańskim Sarajewie, czy w katolickim Neum - ok. 1,5euro. Potem kurs na wybrzeże do hotelu. Wczesny Tito, podobno cztery poziomy pod spodem to bunkry dla jugosłowiańskiej wierchuszki. Przed hotelem deptak, pełny wrzeszczących Włochów.
i Polaków z trzech innych autobusów. Na szczęście po spacerze do spożywczego zaopatrzyliśmy się w dwa litry Sarajevskiego, a jakże, które wysączyliśmy na wspomnianym deptaku, z widokiem na palmy i wieczorny Adriatyk.

dzień czwarty
Dubrownik - nie zmienił się zasadniczo, chyba, że na minus.
Baszta Minczeta i katedra w rusztowaniu. Dużo polskich wycieczek i jeszcze więcej hiszpańskich. Dobrze, że nie włoskich, są najgłośniejsze. Komunikują się wrzaskiem, zwłaszcza, jak odbiorca wiadomości stoi 10 metrów od nadawcy.
No nic, Dubrownik przeżyłem w upale, ale bez bolącego zęba jak 4 lata temu albo bez deszczu, jak rok temu. Mimo wszystko pewnie tam przyjadę - napiłem się wody z fontanny Onufrego - taki przesąd, ostatnio tez piłem, jak widać sprawdziło się.

potem kurs na Czarnogórę.
Fiordy mi z reki jadły - tzw. Boka Kotorska, duże toto. Krótkie zwiedzanie Kotoru, mała dziura z wąskimi uliczkami i cerkwią z XII wieku (inne są późniejsze). Pogadałem z popem, po rosyjsku, bo to w Czarnogórze ostatnio dość popularny język. Rosjan tu pełno, co bogatsi przyjeżdżają i inwestują. Podobno nawet Abramowicz tu bywa. W sumie jest Cassino Royale, czyli hotel Splendid w Budvie, gdzie bywał Bond, James Bond.
No dobra, hotel. Wreszcie z widokiem na morze. I deptak, i umcaumca właśnie napierdala, ciekawe czy zasnę. Głuszę się lokalnym piwem Niksziczko, świetne jest. Butelka dwa litry to 2euro, dobrze zainwestowane dwa euro.
Aha, oprócz morza jest tez kolej - linia do największego portu w Czarnogórze (i byłej Jugosławii). Ruch jak na Marszałkowskiej. Niestety ma dwie wady. Nie widać z okna bo drzewa zasłaniają. Na stacje spróbuję później zabłądzić.
Tyle na dzisiaj, idę walczyć z umcaumca, jeszcze jakiś debil ma wuwuzele - TV nie ma w pokoju, dobrze, że radyjko zabrałem.

dzień piąty
Objazdówka Czarnogóry.
Mała miejscowość Perast z dwiema malowniczymi wysepkami, obie zabudowane klasztorem i cerkwią. Tutaj sprawę wiary się inaczej odbiera, w porównaniu z tym co się pod pałacem prezydenckim działo.
Potem do góry - od 0 npm na 930 npm.
Widoki fajne, gdyby tylko powietrze było bardziej przejrzyste. Albo gdyby można się było zatrzymać na fotostop co kilkaset metrów. Z górki zjazd do wioski zajmującej się pędzeniem szynki, dojrzewaniem rakiji, suszeniem sera, albo odwrotnie, bo test rakiji był. Szkoda, że nie wiedziałem wcześniej, że to jedyne miejsce, gdzie można kupić „pewną” rakiję.
Potem kurs na starą stolicę Czarnogóry z zabytkowym monastyrem i zjazd z powrotem na poziom zero. Niestety, do kurortu pełnego Rosjan, bogatych aż się rzygać chce. Każdy z nich przyjechał z „córką” lub z „wnuczką”.
Swoją drogą, oni wykupili już podobno większość ciekawych miejsc z widokiem na morze. A potem się okazało, że nie mają pozwoleń na budowę, czy prawa własności do terenu. Bo tu nie ma nic niczyjego. Nawet plaże są płatne. 5 euro za wstęp na cały dzień, właściwie to opłata za dwa leżaki i parasol. Zajrzeliśmy na plażę wieczorem, zamoczyć nogi. Plaża swoją drogą paskudna, żwirek i pety, bo tu wszyscy palą. Ohyda.
Wieczorem tym razem lajtowo. Dwa piwa puszkowe i spać, bo wyjazd następnego dnia wcześnie.

dzień szósty
Albania
Podobno jest tu dużo bunkrów - widziałem tylko dwa.
Poza tym syf. Wszystko zakurzone, może dlatego co parę metrów jest myjnia samochodowa, czyli namiot foliowy z operatorem węża gumowego.
Lokalni kierowcy jeżdżą jak chcą. Większość prawa jazdy uczyła się sama, jak tylko wolno było mieć samochody. Najpopularniejszą marką są tu Mercedesy. Każdy jak się dorobi, kupuje gwiazdę, najczęściej beczkę. No chyba, że ma w rodzinie imigrantów, którym kilka lat temu udało się zwiać do Włoch. Wtedy S-klasa to normalka. Samochody po stłuczce się chyba wyrzuca na szrot, jest mnóstwo takich miejsc, zwłaszcza w okolicach Tirany. Drugim popularnym zajęciem jest posiadanie betonowni lub kruszarki kamieni. Stąd pewnie ten wszechobecny pył.
Zwiedzenie twierdzy niejakiego Scanderberga. To największy (czyli jedyny) bohater narodowy Albani. Obecnie słynie z tego, że jego nazwiskiem sygnuje się lokalny koniak. 4 euro za flaszkę, podróbka za 2 euro.
Tirana. Miasto się chyba sporo zmieniło przez ostatnie lata. Obok starych i obdrapanych bloków, nowe biurowce. Totalny miszmasz. Kilka budynków pamiętających okupacje włoską trzyma się lepiej niż reszta. W innych miastach podobnie, brud i syf - plus stare bloki. Na wsiach lepiej z budownictwem mieszkalnym. gdyby nie przydrożne myjnie, szroty, betonownie, kruszarnie.
12 godzin w Albanii wystarczy.
Aha maja tylko dwa rodzaje piwa, z czego jeden browar ma tradycje sięgające 1960 roku. Właśnie dopijam i idę spać. Wczoraj, mimo umcaumca zasnąłem jak beton...

dzień siódmy
Dzień wolny od zajęć, czyli wreszcie można robić co się chce.
Większość polazła na plaże, fuj jak tak można tracić czas. Lepiej pojechać do Baru. właściwie do Starego Baru. To takie ruiny miasta, któremu najpierw dostało się podczas oblężenia w 1878, a potem przez trzęsienie ziemi w 1979. Ruiny porośnięte juz zielskiem. Dwie godziny spaceru robi swoje.
Przy okazji sprawdziłem:
- jak się jeździ kolejami czarnogórskimi (bilet na 6km to 1,2euro od osoby)
- że można się targować z taksówkarzem. Z 10 na 5 euro za 4km, oraz z 8 na 5euro za 6km, jako, że powrotny pociąg byłby za 1,5 godziny. Jest warunek - żeby taksówkarz nie pomyślał, że się jest Ruskim, Włochem, Niemcem...
- że jakbyśmy mieli pokój na druga stronę hotelu to nie byłoby aż tak bardzo słychać wuwuzeli i umcaumca, a jeszcze byłby widok na pociągi, a nie na „pociągi za drzewami”.
Teraz wieczorny lajcik, troszkę ciepły browar, za oknem znowu umcaumca i wuwuzele.
Zlokalizowałem sukinsynów. Wuwuzele to stoisko z upominkami na deptaku. Umcaumca to jakaś minikaruzela dla dzieciarni. I tak mamy farta - paręset metrów dalej jest hotel, pod którym jest wesołe miasteczko. Formalnie mieszkańcy mają zajebiście, do umcaumca dochodzi im jeszcze oczojebne oświetlenie. Swoją drogą, dzieciaki o tej porze powinny spać, a jak byliśmy po uzupełnienie płynów o 20ej to na deptaku przodowali rodzice z dzieciarnią.
No nic, idę na zrzut, ostatnia noc w tym kołchozie, następny w Serbii, mam nadzieje, że będzie spokojniej.

dzień ósmy
Wyjazd z Czarnogóry do Serbii. po drodze przełom rzeki Moracza, zabytkowy monastyr, potem kanion rzeki Tara, drugi pod względem głębokości kanion na ziemi. To juz kolejna ciekawostka przyrodnicza na skalę światową, w takim małym kraju. Nad tą rzeką jest most... znany z filmu pt. „Komandosi z Nawarony”. Przy moście stał motocyklista z Polski, pogadaliśmy chwilę. Zapomniałem zapytać jak dawno wyjechał i co w Polsce nowego.
Wjazd do Serbii. Tu juz można się poczuć jak w Bieszczadach. Tych po stronie ukraińskiej, bo cyrylica ;-)
Od Uźica do Czaczaka wzdłuż drogi biegnie linia kolejowa. Sympatycznie wyglądają tutejsze przystanki osobowe. hotel tym razem cichy, spokojny w bardzo dobrym standardzie, zwłaszcza w porównaniu z dwoma poprzednimi. Zainwestowaliśmy trzy euro w karafkę lokalnego wina, które wysączyliśmy na hotelowym tarasie z widokiem na lokalną drogę i salon Skody.
To rekompensata za kiepskie wyżywienie w tym hotelu.
W Serbii jest zdecydowanie więcej starych samochodów ciężarowych, a na pewno mniej szrotowni - efekt izolacji jakiej poddano Serbię w wyniku wojny. Podobno inflacja sięgała 600000% (sześćset tysięcy). Rano szło się do sklepu po bułki a wieczorem kosztowały one już wiecej. Znajomy miał tu siostrę żony (czy jakoś tak) - opowiadała, że jak NATO pewnego razu zbombardowało zbiorniki paliwa to ceny paliw na stacjach skoczyły momentalnie w górę.
Po drodze mijaliśmy zarąbisty kompleks kruszarni, położony tuz obok drogi.
Starczy na dzisiaj, jutro Belgrad.

dzień dziewiąty
Zwiedzanie Belgradu.
Miasto oberwało od NATO, ale ładniejsza część ocalała, choć elewacje co poniektórych budynków brudne strasznie, Ale kilka szczegółów można znaleźć. Trochę to takie podobne do Piotrkowskiej w Łodzi, zresztą idea ta sama, w XIX wieku bogaci Serbowie (o ile ktoś z nazwiskiem kończącym się na „-icz” jest Serbem) budują sobie i miastu wspaniałe kamienice.
Zwiedzanie twierdzy Kalemegdan, w której jest mini-muzeum i jedyny na świecie zachowana w dobrym stanie tankietka TK. Poza tym trochę włoskich i niemieckich pamiątek po wojnie.
Potem rejs statkiem po Dunaju. Szit, akurat jak się zaokrętowaliśmy to obok przeturlał się jakiś skład towarowy, że też cholera, poganiali do wsiadania na łajbę.
Za to podróż łajbą uprzyjemniała Monastryka (przemysłowo robiona rakija, choć trąca raczej brandy - nie pijcie, berbelucha straszna).
Chwila wolnego, trzeba się nażreć przed podróżą. Pójście na deptak było błędem, knajpy z żarciem nie ma, same kafejki, knajpa, w której od początku zalecali się stołować to kolejny relikt po Tito - 45 minut czekania i ZONK - dostaliśmy co innego niż się zamawiało. Zresztą sąsiednie polskie stoliki miały ten sam problem. Wkurw na maksa. Nie lubię Belgradu. No dobra, reszta Serbii jest fajna, ale z okien autobusu.
Spadamy do autobusu, kurs na Polskę.

dzień dziesiąty - powrót
Udało mi się zasnąć dopiero około 1ej.
Pobudka na siusiu o 3.30, na Węgrzech - dwóch współwycieczkowiczów testuje lokalne piwo ;-)
Potem coś tam na Słowacji i już beton, pobudka 60km przed Cieszynem.
Reszta nuda, standard, te same zapyziałe państewko na P, tam na dole mapy niby też syf, ale jakoś tak inaczej...

zdjęcia powyżej ze strony http://www.railfaneurope.net/
Moje są na pbase ;-)

http://www.pbase.com/misiek_m/balkany2010
 
     
Misiek


Dołączył: 24 Mar 2006
Skąd: ze wsi
Wysłany: 2010-09-04, 15:36   

Jeszcze mała refleksja - 20 minut temu, w Piotrze i Pawle wypatrzyłem wino czarnogórskie Vranač.
w P&P kosztowało coś ok. 40zł.
w Czarnogórze, w sklepie - ok. 3,5Euro
 
     
Misiek


Dołączył: 24 Mar 2006
Skąd: ze wsi
Wysłany: 2011-08-26, 15:58   

Deja vu

Znowu znikam w tamte rejony.
Tym razem ok. 4500km objazdówki (w tym ok 1400km wycieczki wlaściwej, reszta to dojazd/powrót)

Plan zajęć obejmuje: Macedonię, Grecję (Korfu), Albanię, znowu Macedonię i Serbię.

w tym czasie nie sądzę, żebym odbierał telefony i sprawdzał pocztę ;-)
 
     
Misiek


Dołączył: 24 Mar 2006
Skąd: ze wsi
Wysłany: 2011-09-09, 12:35   

Piwne refleksje z urlopu ;-)

Zestawy wieczorowe w Macedonii i Albanii obejmowały półtoralitrową butelkę piwa lokalnego (w Macedonii SKOPSKO, w Albanii - TIRANA) plus (dla Moniki) puszkę lub butelkę analogicznego piwa.
Wszystkie te zestawy mieściły się w kwocie przeliczeniowej 2-2,5 Euro i smakowo dało się wypić, rzekłbym nawet lepsze od większości polskich "sieciówek"

Dla odmiany - zestaw wieczorowy w Grecji (Korfu) obejmował sześciopak puszek 0,33 w cenie 4,85Euro (za całość)
Piwo orzeźwiające (w ciągu dnia) - w knajpie bo w knajpie, ale za 3Euro.
Dodatkowo sok/lemoniada za drugie tyle i "oryginalny grecki kebab-pita" za 4Euro :-|
Z takimi cenami nie dziwię się, że mają kryzys ;-)

Orzeźwiający zestaw albański: browar 0,5 plus sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy (na naszych oczach) - dałem 2 Euro i to zaokrąglając przelicznik w górę.
Naprawdę, polecam Albanię - kraj ma wielki potencjał (dopóki się cepry nie zjadą i nie zniszczą). No i widoki niezapomniane.

IMG_19459.JPG
Plik ściągnięto 122 raz(y) 73,09 KB

IMG_19464.JPG
Plik ściągnięto 120 raz(y) 75,78 KB

IMG_19582.JPG
Plik ściągnięto 123 raz(y) 57,64 KB

 
     
Misiek


Dołączył: 24 Mar 2006
Skąd: ze wsi
Wysłany: 2011-09-09, 12:42   

O, znalazłem jeszcze takie w komórce ;-)

hotel_beton.jpg
Plik ściągnięto 125 raz(y) 85,57 KB

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group